Protokół z posiedzenia jury XVIII Stalowowolskiego Dyktanda „Gżegżółki” przeprowadzonego w dniu 3 maja 2026 r.
W konkursie wzięło udział 67 osób.
Prace oceniało 8-osobowe jury nauczycielek z Publicznej Szkoły Podstawowej nr 3 w Stalowej Woli pod honorowym przewodnictwem Anny Garbacz oraz autora tegorocznego dyktanda – Macieja Makselona.
Kryteria oceny uwzględniały zróżnicowanie błędów na:
- błąd I stopnia („u”, „ó”, „ż”, „rz”, „h”, „ch”, „nie” z czasownikami, wielka litera) – 1 punkt ujemny;
- błąd II stopnia (pozostałe rodzaje błędów) – 0,5 punktu ujemnego;
- błąd III stopnia (interpunkcja) – 0,25 punktu ujemnego;
Wśród ocenionych prac nie było żadnej całkowicie bezbłędnej.
Pięć prac zdyskwalifikowano z powodu braku części tekstu.
Najlepsze prace otrzymały następującą liczbę punktów ujemnych:
pierwsza – 3 pkt., druga – 3,25 pkt., trzecia – 3,5 pkt.
Laureatami XVIII Stalowowolskiego Dyktanda „Gżegżółki” zostali:
- I miejsce – Aleksander Koper z Tarnobrzega – kod D 8 – (nagroda:
2000 zł ufundowane przez Nadsański Bank Spółdzielczy w Stalowej Woli)
- II miejsce – Rita Dukaczewska z Niska – kod C 1 (nagroda: 1500 zł ufundowane przez Nadsański Bank Spółdzielczy w Stalowej Woli)
- III miejsce – Jolanta Pastuch z Pysznicy – kod A 5 – (nagroda: 1000 zł ufundowane przez Nadsański Bank Spółdzielczy w Stalowej Woli)
Tekst dyktanda:
Język do dogadania
Gdybyż dziś Doroszewski wtargnął do nie tak wcale niepokaźnego foyer BUW-u, pewnie powiedziałby półżartem, że język jest współdzieloną kuchnią, nie zaś zmurszałym archiwum. W niej naprędce upichcić można i neologizm, i archaizm, i na tym polega języka maestria. Szkopuł w tym, że niektórzy puryści, niczym harde puchacze, w chaszczach rzewne, wciąż czyhają na nieczęste, ale i na nienajrzadsze uchybienia.
Wyimaginujmy sobie niebanalną sytuację, w której, sunąc wzdłuż Alei Róż, Ursynowianin, Gdańszczanin oraz rezolutna Podkarpacianka handryczą się o to, która z tożsamości zasługuje na wielką literę. Pierwszy z drugim, nie dość, że nad wyraz krewcy, to jeszcze zaryglowawszy się w tradycji, odrzucili novum. Ona zaś, mimo że arcy-Polka, peroruje wszem wobec, że w tym językowym nibytyglu, w którym rzeżucha sąsiaduje z chyżym hożym hultajem, każde nienajlepsze przeczucie powinno ustąpić miejsca – a jakże – empatii.
Nawet gdyby trzódka wpółżywych rutyniarzy i ortoterrorystów chyboczących się w tę i we w tę próbowała wmówić nam, że superoferta na bezbłędność wygasła wraz z ostatnią, przedprzedwczorajszą niemal reformą, nie dajmy się zwieść tym hufcom wisusów. Po stokroć ważniejsze jest to, by w gąszczu liter, ogonków i nowo-, a może i staromodnych wyrazowych końcówek, wzajemnie się usłyszeć.
